Nasze poruszenia: Margaret Atwood „Penelopiada”

Pewnie wiele_u z Was kojarzy nazwisko Margaret Atwood z „Opowieściami podręcznej”. Mi jednak pierwsza do ręki wpadła „Penelopiada”.

            Atwood bierze na warsztat znany wszystkim mit o wojnie trojańskiej, Odyseuszu i Penelopie, latami czekającej na powrót męża, wychwalanej za wierność i mądrość. By przekonać się, jak wyglądałaby ta historia pisana z perspektywy kobiety, Atwood oddaje głos samej Penelopie.

            Dla mnie ta książka jest przede wszystkim o autonomii, równości i byciu słyszaną. Penelopa, wydana za mąż w wieku 15 lat za człowieka, który wygrał zawody o jej rękę, przenosi się do dworu w Itace. Tam do końca odbiera się jej sprawczość, możliwość decydowania o czymkolwiek. Od początku jest świadoma, że Odys to oszust i kłamca, lecz wiernie trwa w małżeństwie. Świadoma swojego położenia, pozostaje dosyć bezradna. Po latach wojny Odys wraca do Itaki i z pomocą syna morduje licznych zalotników i jej ukochane służki. Penelopa zalewa się łzami po niewinnych dziewczętach, ale ostatecznie męża wita z czułością, a w zaświatach nawet broni go przed służkami.

Tragiczna historia 12 zgwałconych i zamordowanych służących oraz jeden z ostatnich rozdziałów książki („Chór: Proces Odyseusza, nagrany na wideo przez służki”) robią na mnie największe wrażenie. Pokazują niezmienność przedmiotowego traktowania kobiet, odbierania im prawa do samostanowienia i sprawiedliwości oraz stawiania męskiego dobrego imienia ponad prawdę. Pojawia się też wątek klasowy – służki są dosłownie własnością pana domu i bez jego zgody nie mogą nawet zostać zgwałcone przez innych mężczyzn. Ten patriarchalny układ, jego absurdalność i niesprawiedliwość głośno wybrzmiewają z lektury i uwrażliwiają na nadal bardzo aktualny problem.

Autorką wpisu jest Klaudia Hajto