Wywiad z Dorotą Kaczor

Wywiad z Dorotą Kaczor, inicjatorką Fundacji Sztukarnia, aktorką i społeczniczką, która w swojej działalności łączy świat artystyczny z ideałami organizacji pozarządowej.

Muzeum HERstorii sztuki: Jesteś założycielką i główną siłą napędową Fundacji Sztukarnia, która działa w Krakowie od trzech lat, wspierając – głównie poprzez sztukę – integrację społeczną w naszym mieście. Jak to się stało, że zostałaś społeczniczką? Z wykształcenia jesteś wszak aktorką…

Dorota Kaczor: Rzeczywiście, poszukiwania mojego miejsca w sferze zawodowej związane są ściśle ze sztukami scenicznymi, które od dziecka były moją pasją. Bardzo mnie cieszy, że mogłam od dzieciństwa realizować swoje marzenia w tym obszarze. Jestem absolwentką Akademii Teatralnej w Warszawie (wydział sztuki lalkarskiej w Białymstoku) na kierunku aktorstwo. Teatru i śpiewu uczyłam się również w ramach stypendium w Real Escuela Superior de Arte Dramatico w Madrycie. Jestem także instruktorką tańca ludowego oraz wokalistką. Po studiach miałam ogromną potrzebę posiadania miejsca, w którym mogłabym realizować moje własne, autorskie pomysły artystyczne. W związku z tym zdecydowałam się na kolejne studia z zakresu zarządzania kulturą. Początkowo działalność Fundacji Sztukarnia, którą z moją koleżanką ze studiów Karoliną Magiera założyłyśmy w 2018 roku, była ukierunkowana przede wszystkim na organizację działań kulturalnych: koncertów, spektakli oraz warsztatów artystycznych. Jednak im bardziej wsiąkałam w świat organizacji pozarządowych tym bardziej byłam „u siebie”. Okazało się, że świetnie się czuję w środowisku społeczników, a  praca na rzecz lokalnej społeczności jest tym, co satysfakcjonuje mnie bardziej niż działanie wyłącznie w środowisku artystycznym. Można powiedzieć, że dziś jedną nogą jestem w teatrze profesjonalnym, a drugą w działaniach teatru amatorskiego, prowadząc grupy entuzjastów teatru oraz „używając” teatru do zmiany społecznej. Dzięki temu mogę realizować dwie pasje jednocześnie.

Warsztaty artystyczne, autorskie spektakle teatralne, kurs przygotowawczy do szkoły teatralnej, zajęcia z uwalniania głosu, półkolonie artystyczne dla dzieci, słuchowiska dla młodzieży – to tylko kilka przykładów licznych aktywności podejmowanych przez Fundację Sztukarnia. Jaki cel przyświeca wszystkim tym działaniom? Innymi słowy, czy da się tu znaleźć jakiś wspólny mianownik?

Gdy zakładałyśmy naszą fundację, założeniem było prowadzenie aktywności w trzech podstawowych obszarach: kultury, edukacji oraz działań społecznych.  I choć początkowo starałyśmy się realizować projekty w każdym z tych zakresów osobno, szybko okazało się, że te obszary ściśle się ze sobą zazębiają. Jak wskazuje nazwa fundacji, naszym podstawowym zainteresowaniem są działania związane z szeroko pojętą sztuką, ale jest ona bardzo często środkiem prowadzącym do osiągnięcia celów edukacyjnych, społecznych i integracyjnych. Świetnym przykładem mogą tu być rozmowy po organizowanych przez nas spektaklach – wzruszające i motywujące spotkania, które uświadamiają nam, że sztuka ma siłę oddziaływania i zmiany rzeczywistości. W naszych działaniach staramy się być elastyczni i dopasowywać do bieżących potrzeb społeczności lokalnej, na której rzecz pracujemy. Do podejmowania konkretnych inicjatyw inspiruje nas to, co dzieje się tu i teraz, partnerstwa z różnymi grupami i instytucjami – dzięki temu możemy odpowiednio reagować na potrzeby. Obecnie w obliczu wojny oraz napływu ludności ukraińskiej do Polski, kładziemy większy niż wcześniej nacisk na działania społeczne.

Jaką misję pragniesz realizować poprzez działania fundacji i jaki wpływ chciałabyś osiągnąć dzięki nim?

Naszą misją jest działanie dla społeczności i ze społecznością za pomocą sztuki. Misję tę rozumiem bardzo szeroko, ponieważ staramy się wspierać talenty artystyczne, tworzyć szeroko pojętą sztukę, zachęcać do aktywności, uwrażliwiać, wzmacniać umiejętności interpersonalne i wspierać więzi międzyludzkie. Ma to szczególnie znaczenie w przypadku dzieci i młodzieży. Nie da się nie zauważyć, że po dwóch latach izolacji w związku z pandemią kompetencje społeczne najmłodszych znacząco spadły i dzieci mają niekiedy kłopot nawet z tym, żeby wspólnie się ze sobą bawić. Jak wspomniałam, nasze działania wynikają bezpośrednio z aktualnych potrzeb, które zauważamy. Ta elastyczność nam pomaga, ponieważ założenia, jakie czyniłyśmy inicjując fundację w 2018 r. zostały mocno zweryfikowane przez rzeczywistość. W niecały rok po rozpoczęciu naszej działalności miał miejsce wybuch epidemii COVID-19, teraz zaś mierzymy się ze skutkami rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Naturalnie, nie sposób nie poruszyć tematu wojny w Ukrainie. W jaki sposób informacja o tym tragicznym wydarzeniu wpłynęła na waszą pracę w fundacji? Jakie działania podejmujecie obecnie?

Jestem zdania, że jako organizacje pozarządowe mamy za zadanie uzupełniać braki w zakresie inicjatyw na rzecz społeczeństwa. Oznacza to reagowanie na wyzwania, przed jakimi staje społeczność lokalna w danym okresie czasu.  Działamy tak, żeby uzupełniać działania rządowe oraz samorządowe. W chwili obecnej konieczne jest z jednej strony wsparcie uchodźców całym zakresem pomocy (zarówno doraźnej tu i teraz jak i poprzez długoletnie rozwiązania systemowe), a z drugiej samych krakowian w niełatwym procesie adaptacji do nowej sytuacji oraz integracji z osobami z doświadczeniem uchodźczym. To wyzwanie, przed którym dopiero stoimy, gdyż z całą pewnością liczba osób uciekających przed wojną do Polski, będzie coraz większa, a my będziemy musieli nauczyć się funkcjonować w nowych okolicznościach społecznych. 

Niewątpliwie wojna w Ukrainie wpływa na nas wszystkich, także, a może przede wszystkim, w wymiarze personalnym, każdy sytuację tę przeżywa inaczej, mierzy się z nią na swój sposób. 

To prawda. U osób związanych z naszą fundacją w tym naszych praktykantów, wolontariuszy uczucie lęku miesza się z potrzebą działania, którą każdy z nas realizuje na swój sposób, w swoim mikro-środowisku. Jako prezeska fundacji miałam spory dylemat związany z tym, w jaki sposób Fundacja ma skutecznie pomagać, gdyż uważam, że bardzo szybko można wyczerpać posiadane zasoby energii i wypalić się. Mając świadomość, że pomoc potrzebna będzie przez dłuższy czas, po zastanowieniu, postanowiliśmy zaangażować nasze siły w duże, wspólne projekty. Bardzo ucieszyła nas inicjatywa Centrum Obywatelskiego na Reymonta 22, które zorganizowało spotkanie z władzami miasta oraz innymi NGOs-ami. Dzięki stworzonej bazie mogliśmy wskazywać obszary, w jakich nasza organizacja jest w stanie pomagać, a także zgłaszać swoje potrzeby. Dodatkowo działamy w dzielnicy Dębniki, na terenie której fundacja ma swoją siedzibę. Staramy się angażować w bieżące inicjatywy mieszkańców, które w tym momencie dotyczą głównie integracji polsko-ukraińskiej.  Nasza fundacja wzięła przykładowo udział w pikniku dzielnicowym, który miał za celu łączenie dotychczasowych mieszkańców z nowymi sąsiadami. Podczas imprezy organizowaliśmy działania animacyjne głównie dla najmłodszych.

Warto podkreślić, że wsparcie dla Ukraińców i Ukrainek, którzy w wyniku tragicznych wydarzeń znaleźli się w naszym kraju, nie musi przyjmować wyłącznie formy materialnej. Osoby działające – jak Ty – w kulturze, mogą pomagać poprzez innego typu działania. Czy tak właśnie widzisz swoją rolę w tym procesie?

Zdecydowanie tak. Warto zwrócić uwagę na fakt, że wiele osób znajduje się dziś w trudnej sytuacji ekonomicznej – trwająca ponad dwa lata pandemia spowodowała, że wiele środowisk (w tym środowiska artystyczne, kulturalne czy edukacyjne) bardzo ucierpiało i dla tych osób wsparcie typowo materialne – poprzez wpłatę środków finansowych – jest często niemożliwe. Wierzę, że sensowne jest pomaganie poprzez wykorzystywanie swoich talentów – robienie tego, co wychodzi nam najlepiej i wykorzystywanie tego na rzecz określonego celu. Jesteśmy różnorodni i z tej różnorodności powinniśmy czerpać, wybierając formy oferowanej pomocy. Dlatego myślę, że jeśli posiadamy bardziej specjalistyczne umiejętności, warto właśnie to zaoferować jako docelową formę wsparcia. Po zastanowieniu każdy z nas jest w stanie określić na jaką formę pomocy może sobie pozwolić – czy to będzie pomoc fizyczna (w segregowaniu darów czy wydawaniu jedzenia), koordynacyjna (np. na dworcach), językowa (przy tłumaczeniach), copywriterska (przy redagowaniu wiadomości, testów) społeczna (działania integracyjne, edukacyjne, wsparcie psychologiczne) czy artystyczna.Możliwości jest naprawdę wiele i warto przeprowadzić taką analizę także dlatego, że w związku z napływem ludności ukraińskiej, potrzeby na rzecz tej społeczności oraz integracji kulturowej, będą coraz bardziej zróżnicowane i złożone. Przy kwestii pomocowości chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt  – zadbania o własny dobrostan. W związku z wydarzeniami za naszą wschodnią granicą wszyscy czujemy się w obowiązku śledzić informacje, aktywnie pomagać, być w centrum wydarzeń. To zrozumiałe. Warto jednak pamiętać również o sobie, na bieżąco sprawdzać, w którym momencie oferowana pomoc nie przekracza naszych wewnętrznych granic, możliwości fizycznych i emocjonalnych. Aby móc skutecznie pomagać innym, trzeba zadbać o siebie. Ja sama cały czas się tego uczę.

Jako fundacja aktywnie współpracujecie z różnymi instytucjami oraz organizacjami pozarządowymi. Będąc częścią tego środowiska, a także obserwując lokalną społeczność w tym trudnym okresie czasu, na co zwróciłabyś jeszcze uwagę w kontekście pomocy dla ukraińskich uchodźców?

Marzy mi się większy poziom empatii, troska i zrozumienie siebie nawzajem. Zauważam postawę oceniającą, wartościującą względem tego co w sprawie ukraińskiej robi nasz sąsiad, koleżanka czy samorząd. Padają pytania o to dlaczego niektórzy z nas nie decydują się na goszczenie uchodźców w domu bądź o tym, że oferowana pomoc nie jest wystarczająca. Dotyczy to szczególnie osób w określonych branżach. Warto mieć świadomość nie każdy może (z różnych powodów) wspierać pomocowo Ukrainę w takim samym wymiarze i tak samo intensywnie. W tym trudnym czasie to szczególnie ważne, abyśmy wspierali się także wzajemnie i rozumieli, że każdy pomaga w taki sposób, jaki potrafi i może na dany moment. Zamiast oceniać innych warto skupić się na tym, co my możemy zrobić i robić to najlepiej jak potrafimy. Zachęcam też do rozmów z naszymi sąsiadami czy znajomymi – zdarza się, że osoby z naszego otoczenia chcą pomóc, ale np. nie mają możliwości zawiezienia darów do miejsca zbiórki (bo nie mają auta), bądź ilość darów, które mogą oferować jest tak skromna, iż czują się zawstydzeni tym, że mieliby je formalnie przekazać. Organizacja sąsiedzkiej zbiórki, może być świetną okazją do nawiązania relacji oraz umożliwienia innym osobom pomocy.

Jak kwestia pomocy na rzecz Ukrainy wygląda w przypadku Fundacji Sztukarnia?

Jeśli chodzi o nasze działania zdecydowaliśmy się na razie na pomoc w kilku obszarach. Razem z Markiem Gieratem dyrektorem Sceny Perspektywa, uznaliśmy, że całkowity dochód ze sprzedaży biletów z ostatniego monodramu „Hermenegilda K.” przeznaczony zostanie na rzecz PAH, która aktywnie wspiera działania pomocowe na rzecz Ukrainy. Zorganizowaliśmy również zbiórkę na ten cel podczas spektaklu. Podobnie planujemy postąpić w przypadku planowanych warsztatów teatralnych lub głosowych, organizowanych przez naszą organizację. Ostatnie wydarzenie w ramach dziewczyńskiej sceny stand-upowej i improwizatorskiej organizowane przez grupę Kobiety Rakiety w Klubie Artefakt, także wykorzystałyśmy, aby wspierać działania pomocowe – całkowity dochód z biletów wstępu został przekazany do PAH-u. Zachęcam kolegów i koleżanki działające w środowiskach artystycznych, aby decydowali się na podobne działania, oczywiście na ile jest to w ich przypadku możliwe. Jeśli z jakiś względów nie jest wykonalne oddanie dochodu z biletów, można symbolicznie wesprzeć Ukrainę poprzez znak, symbol czy słowo kierowane przez artystów ze sceny. Wierzę, że wszystkie gesty solidarności mają dużą moc. 

Czy wasze plany na przyszłość jako fundacji, uległy modyfikacji z uwagi na sytuację w Ukrainie?

Tak, staramy się działać responsywnie. Wkrótce rozpoczynam kurs organizowany przez Fundację Kurdybanek, który dotyczy tworzenia warsztatów Teatru Forum. Metoda ta polega na tworzeniu spektakli, które umożliwiają publiczności (widzo-aktorom) zaangażowanie się w akcję i – poprzez wejście w rolę bohatera spektaklu – doświadczyć realnej zmiany. Pomoże nam to przygotować się do działań w obszarze integracji polsko-ukraińskiej (oraz integracji z uchodźcami z innych krajów) oraz zwiększenia poziomu empatii i wzajemnego zrozumienia. Cieszę się, że wiele naszych standardowych działań, które do tej pory jako fundacja kierowaliśmy do jednolitej narodowościowo społeczności, będziemy mogły teraz rozszerzyć dodatkowo na obywateli innych krajów, którzy znaleźli się w Polsce.  To także szansa dla nas do poszerzania kompetencji, co będzie niezbędne, aby sprostać związanym z zaistniałą sytuacją wyzwaniom. Jako organizacja jesteśmy bardzo zainteresowani pracą w środowisku zróżnicowanym, wielokulturowym, ponieważ z jednej strony to z dzisiejszej perspektywy wydaje się być jedno z ważniejszych wyzwań jutra, a z drugiej szansa na zyskanie nowej perspektywy.

Jako że Muzeum HERstorii sztuki koncentruje się na wspieraniu sprawczości kobiet, chciałybyśmy zapytać o to czy w celach Fundacji Sztukarnia na najbliższy czas są także działania w duchu feministycznym, w tym te związane z wspieraniem kobiet.

Jak najbardziej. Tematyka wzmacniania kobiecej kreatywności oraz idea siostrzeństwa są nam bardzo bliskie. Pochodzę z rodziny, w której wiele jest kobiet (sama jestem jedną z trzech sióstr, mam dużo ciotek i kuzynek) i w której kobiety są motorem wielu działań. Jako fundacja mamy w planach mocniej zaangażować się w działania na rzecz społeczności dziewczyńskiej/kobiecej m.in. poprzez aktywność w Dziewczyńskich Centrach Mocy. To projekt obejmujący kompleksowe działania empowermentowe skierowane do dziewczynek, który realizowany jest przez fundację Autonomia. Pragniemy również pomagać rozwijać dziewczyńską scenę stand-upową, która z powodzeniem zadebiutowała w ubiegłym roku w krakowskim Artefakcie. Wnioskujemy o środki na działania na rzecz kobiet, skupiając się na wspieraniu ich poprzez możliwość ekspresji scenicznej. Bliska jest nam również idea wspierania kobiet poprzez działania wielopokoleniowe – chciałybyśmy się zaangażować w projekty, które stwarzają przestrzeń, w której dziewczynki, nastolatki oraz kobiety w różnym wieku czują się widziane i słyszane. 

Działacie od 2018 roku. Jakie cele udało się Wam osiągnąć w ciągu 3 lat działalności i jakie są Wasze ambicje na kolejne lata?

Na początku istnienia naszej fundacji, była to działalność w ścisłej współpracy z instytucjami kultury, z którymi wcześniej współpracowałam jako instruktorka teatralna. W kolejnych latach postawiłyśmy na działania artystyczne – powstała formacja muzyki folkowej „Pieśniara”, duet akordeonowy „Synergia”, zaczęłyśmy działać też w dziedzinie stand-upu kobiecego. Ten ostatni projekt (sygnowany przez grupę Kobiety – Rakiety) ma na celu stworzenie bezpiecznej dziewczyńskiej sceny dla kobiet pragnących rozwijać się w tej niełatwej sztuce, która – moim zdaniem – ma ogromną moc.  Stworzyłam i zaczęłam też intensywnie grać mój autorski monodram ”Hermenegilda K.”. Rok 2022 z kolei z wiadomych przyczyn rozpoczął się od działań społecznych i pomocowych. Obecnie naszym celem jest włączanie się w pomoc uchodźcom za pomocą talentów i zasobów, jakimi dysponujemy jako organizacja. W długoterminowych planach mamy także rozwój fundacji w kierunku spółdzielni socjalnej, czyli specjalnego podmiotu prawnego łączącego cechy przedsiębiorstwa oraz organizacji pozarządowej, jak również rozwój w zakresie infrastruktury i sprzętu, w tym lokalu. Planujemy także realizację całkiem nowego projektu – Szkoły Technik Scenicznych.

Działając od ponad trzech lat w obszarze krakowskiego świata organizacji pozarządowych co wymieniłabyś jako największą bolączkę tego środowiska?

Ubolewam, że spora ilość organizacji działających w obszarze sztuki, kultury, muzyki i teatru, mimo posiadania statusu organizacji pozarządowej nie promuje wystarczająco pro-społecznego charakteru swoich przedsięwzięć.

Nie sieciuje się, nie uczestniczy w wydarzeniach dotyczących działań na terenie miasta we współpracy z innymi NGO’sami czy instytucjami. Uważam, że znając się i działając wspólnie, moglibyśmy osiągnąć znacznie więcej. 

Jesteś osobą aktywną, zaangażowaną w dużą ilość projektów jednocześnie. Wymaga to z całą pewnością dużo samozaparcia oraz siły przebicia. Co Cię motywuje do codziennej pracy oraz pokonywania przeszkód w osiągnięciu założonych celów?

Siłą napędową jest na pewno moja wewnętrzna wiara w moc działania. Moc ludzi. Moc kobiet. Lubię pracować z ludźmi, inspirować się nimi, podglądać jak realizują swoje pasje. Do tego nie lubię marnotrawstwa, które rozumiem bardzo szeroko, bo marnować może zarówno żywność, energię życiową jak i talenty czy czas. Dlatego działam. Staram się wykorzystać jak najlepiej czas, który mam. Bardzo mnie cieszy, że jako organizacja możemy wspierać talenty oraz dawać poczucie sprawczości. Również poczucie wspólnotowości daje mi energię. Nie dałabym rady bez wspaniałych przyjaciół, rodziny, partnera. To osoby, które w gorszych momentach podnoszą mnie fizycznie i metaforycznie z podłogi.

Co według Ciebie sprawia, że jesteś skuteczna w swoich działaniach/udaje Ci się osiągać to, co dla wielu stanowi wyzwanie? 

Jestem dość uparta. Staram się używać mojego uporu świadomie jako narzędzia do konsekwentnego realizowania założonego celu. Staram się nie poddawać. Ważna jest też cierpliwość, której wciąż się uczę. Nie wszystko wydarza się od razu, na część rzeczy muszę poczekać. Kolejną rzeczą, która jak sądzę pozwala mi utrzymywać motywację jest to, że lubię to, co robię. Z moich obserwacji wynika, że nie jest to standardowa sytuacja. Jestem bardzo szczęśliwa, że w ramach działalności zawodowej mogę zajmować się tym, co było moją pasją od dziecka tj. sztuką, muzyką, teatrem, działaniami zakładającymi współpracę. Do wielu decyzji długo dojrzewałam. Bliższa jest mi idea ewolucji niż rewolucji. Pomysł fundacji pojawił się tuż po ukończeniu przeze mnie studiów aktorskich, a cel ten zrealizowałam dopiero 6 lat później. Ten czas był niezbędny, abym mogła uzyskać niezbędne kompetencje, poznać właściwe osoby, w tym moją wspólniczkę, a także zdobyć odpowiednie doświadczenie. Danie sobie czasu na to, aby przygotować się do pewnych wyzwań, jest moim zdaniem istotnym elementem sukcesu. Stosuję metodę małych kroków oraz cierpliwego czekania na efekty, mimo że zazdroszczę innym szybszego działania. Epidemia COVID-19 była ważną lekcją – ten trudny czas pozwolił nam zrozumieć, że jest cała masa rzeczy, która od nas nie zależy i nie mamy na nie wpływu.. Ważna jest też nadzieja oraz wsparcie bliskich osób, którzy trzymają za mnie kciuki, pomagają mi. Olbrzymią dawką pozytywnej energii jest również możliwość obcowania z uczestnikami realizowanych przez nas projektów –  energia, którą inwestujemy, wraca do nas  z podwójną siłą. 

Jakie przeszkody bądź ograniczenia (szeroko rozumiane, w tym zarówno systemowe, społeczne jak i własne, personalne) musiałaś pokonać, aby móc zrealizować swoje ambicje życiowe i zawodowe? 

Cieszę się, że padło to pytanie, ponieważ uważam, że powinno się zdecydowanie więcej mówić na temat przeszkód i wyzwań, jakie na swojej drodze napotyka każdy, kto chciałby prowadzić własną działalność. Myślę, że urealnienie oczekiwań względem pracy jest bardzo ważne, bo pozwala przygotować się również na porażkę. My także, jako nowa fundacja, musimy mierzyć się z różnymi problemami, od tych natury prawno – administracyjnej, przez dotyczące współpracy z artystami, pracą z wolontariuszami po te związane z pozyskiwaniem środków finansowych. Do dziś nie mamy lokalu i sprzętu komputerowego. Pokonywanie tych przeszkód to jednak nieodzowna i naturalna część wzrastania. Sądzę jednak, że byłoby nieco łatwiej, gdyby wiedza na temat problemów była bardziej dostępna, a organizacje chętniej dzieliły się doświadczeniami. W początkowej fazie pracy, gdy pojawiają się kłopoty, łatwo uwierzyć, że spotykają one tylko nas. Dziś wiem, że wyzwania, przed którymi stała i wciąż stoi Fundacja Sztukarnia, są bardzo podobne do tych, z którymi mierzą się również inne organizacje pozarządowe. Jednocześnie jestem przekonana, że świadomość i właściwa postawa względem wyzwań pozwala je szybciej pokonywać. To nieustanna praca nad sobą i własnymi przekonaniami o innych i o świecie.

Co poradziłabyś młodym kobietom wchodzącym na rynek pracy i poszukującym swojej drogi zawodowej? O czym warto, by pamiętały na co dzień realizując swoje pasje i ambicje?

Przede wszystkim zachęciłabym je, aby nie bały się ryzykować i podejmować działań, w które wierzą. Szczególnie jeśli istnieją realne przesłanki świadczące o tym, że dadzą radę, a otoczenie je wspiera. Myślę, że wciąż wiele kobiet zbyt łatwo rezygnuje z działań bliskich sercu. Często z mniejszą odwagą wchodzimy w nowe przedsięwzięcia. Według mnie warto to robić, ponieważ to ogromna satysfakcja, gdy odnajdzie się swoje miejsce we wszechświecie. Warto o to zawalczyć, nawet jeśli oznacza to wieloletnie, stopniowe dążenie do celu. Uwierzmy też w siostrzeństwo, które ma ogromną siłę. Jeśli myślimy o jakiejś inicjatywie, ale nie jesteśmy pewne czy damy radę, warto poszukać wsparcia w społecznościach kobiecych (grupach, kręgach, fundacjach, stowarzyszeniach). Bycie częścią większej całości, możliwość dzielenia się swoimi obawami w bezpiecznym środowisku, pozwala na odkrycie i wzmocnienie własnej sprawczości. Kolejny aspekt to czułość i wyrozumiałość względem siebie – wiele z nas żyje w przekonaniu, że musimy wszystko robić perfekcyjnie. Do tego czekamy na idealny moment. Wszystko to jest często blokadą przed podejmowaniem działań. Pozwólmy sobie popełniać błędy, uczmy się na nich i działajmy zamiast czekać. 

A co jeśli nasza obecna praca nas nie satysfakcjonuje, lecz wciąż nie wiemy co chciałybyśmy robić?

W takim przypadku rekomenduję działanie. Próbowanie. Często coś przypuszczamy, w któraś stronę nam bliżej, lecz nie jesteśmy pewne czy to jest to. Warto zaangażować się w wolontariat, pójść na staż czy praktykę do kilku miejsc, zacząć budować nową markę i zorientować się czy to dla nas. Wierzę, że pasja rodzi się w działaniu. Zdaję sobie sprawę, że to niełatwe, ale myślę, że każde, nawet mikro działanie w kierunku, w którym chcemy iść przybliża nas do postawionego celu, a także pozwala zweryfikować nasze wyobrażenia.

Co ty personalnie chciałabyś jeszcze osiągnąć w ramach swojej kariery zawodowej? Czy masz jakieś niezrealizowane marzenia?

O tak, bardzo wiele! Co roku odkrywam nowy aspekt w dziedzinie teatru, muzyki, edukacji, psychologii, zarządzania kulturą czy działań społecznych, który chciałabym poznać. Podnoszę swoje kompetencje jako instruktorka i edukatorka teatralna. Uczę się zarządzania organizacją pozarządową, wchodzę w partnerstwa zawodowe. Muszę powiedzieć, że mam to szczęście, że powoli realizuję również swoje artystyczne marzenia. W  pierwszym roku działania fundacji był to monodram aktorski „Hermenegilda K.”  Bardzo chciałabym, aby z tym spektaklem udało mi się dotrzeć do mniejszych miejscowości, gdzie dostęp do sztuki jest utrudniony. W ubiegłym roku moje ambicje artystyczne koncentrowały się wokół muzyki. Powstała formacja „Pieśniara”, która, zgodnie z moim marzeniem, opiera się na muzycznej improwizacji i brzmieniach zasłyszanych w różnych kulturach świata. Mam nadzieję, że grupa będzie się rozwijała i będziemy mogli koncertować. W tym roku działam za to mocniej w obszarze stand-upu. Mam też dalekosiężne plany, które związane są ze stworzeniem fizycznej przestrzeni dla fundacji, w ramach której mogłabym realizować kolejne pomysły i udostępniać przestrzeń do występów dla innych artystów.

No właśnie – jako fundacja nie posiadacie niestety wciąż jeszcze własnego miejsca Czy w najbliższym czasie możecie liczyć na to, że uda się Wam uzyskać dostęp do odpowiadającej waszym potrzebom przestrzeni?

To, że założywszy fundację nie posiadaliśmy własnej przestrzeni do pracy warsztatowej (w tym sceny, na której moglibyśmy wystawiać spektakle czy organizować koncerty) poniekąd zmusiło nas do nawiązywania współpracy z instytucjami, które mogłyby nas wesprzeć w tym obszarze. Wyszłyśmy z założenia, że najważniejsze jest działanie. Po trzech latach mogę stwierdzić, że był to dobry pomysł. Wszystkie nawiązane kontakty, wspólne projekty przełożyły się na rozwinięcie się naszej fundacji i poszerzenie zakresu jej działania. Dziś buduje mnie to, że jest co najmniej kilkanaście miejsc, na które mogę liczyć planując kolejne projekty. Ale tak oczywiście -chcielibyśmy mieć swój kąt! Wierzę, że najlepsze dopiero przed nami!

Życzymy Wam wszelkiej pomyślności w realizacji planów oraz dziękujemy za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

Wywiad przeprowadziła Beata Pałac.