Kwestia mężczyzn jest w feminizmie niepomijalna. Według mnie jest wręcz kluczowa – w końcu to z męskością wiąże się patriarchat. Z wielkim entuzjazmem i ulgą obserwuję, jak książki takie jak „Gotowi na zmianę” bell hooks zdobywają popularność i są powszechnie poddawane pod dyskusję. Uważam, że możemy zajmować się mężczyznami bez centrowania ich. Jestem zwolenniczką wykroczenia z mentalności walki na rzecz współpracy, wymiany.
hooks dużo pisze o nastoletnich chłopcach, często pomijanej i – jak sama pisze – najbardziej niekochanej grupie. O tym, jak patriarchat magazynuje w młodych mężczyznach gniew, żeby wykorzystać go w służbie imperializmu. „Gniew ten jest niezbędny, jeśli chłopcy mają stać się mężczyznami, którzy pójdą w świat brać udział w wojnach i nigdy nie będą upominać się o to, żeby konflikty zaczęto rozwiązywać w inny sposób niż przy pomocy siły”. Bardzo często spotykam takich chłopców w ciałach dorosłych mężczyzn, którzy nigdy nie wykroczyli poza lęk – przed tym, że nie będą wystarczająco silni, by się obronić i przetrwać. Potrzeba dziesiątek pokoleń, żeby wyplenić mentalność imperialną i kolonizującą, a niestety nie poruszamy się w kwestii konfliktów zbrojnych ani o milimetr. To są traumy zbyt ciężkie do udźwignięcia przez pojedyncze osoby; potrzeba całego ruchu społecznego.
Ale ja wierzę w mężczyzn. Spotykam ich ciekawość, ich chęć zmiany, ich bezsilność i potrzebę bliskości. Uczepiam się tych przebłysków jak ostatniej deski ratunku. I to pozwala tym ideom w nich kiełkować. Coraz więcej mężczyzn idzie na terapię, zamiast znieczulać się alkoholem lub innymi ucieczkami. Mam ogromne poczucie, że jesteśmy w tym wszystkim RAZEM.
„Feminizm ignoruje chłopców i młodych mężczyzn, ale patriarchalni mężczyźni, którzy są beneficjentami kapitalizmu – wręcz przeciwnie” pisze hooks. Obserwujemy wzrost poparcia dla skrajnie prawicowych ugrupowań, nurtów społecznych – a takie poparcie ma realny wpływ na politykę, a poprzez to też na nasze życie jako kobiet. Apel hooks, aby zwrócić uwagę na mężczyzn, wydaje mi się bardziej niż sensowny. Empatyzuję z młodymi chłopcami, którzy nie widzą zdrowych wzorców męskości, a jednocześnie dostają komunikat od świata, że ich męskość nie jest czymś bezpiecznym. Młodzi chłopcy odbierają to często tak, jakby byli niechciani.
Jesteśmy gotowi na zmianę – nie tylko mężczyźni, ale całe społeczeństwo. Na zmianę paradygmatu z wojny na współpracę. Zarówno w skali mikro, w naszych relacjach, rodzinach i społecznościach, jak i całych krajach i na świecie.
Ola