Nasze Poruszenia: „Siódmy koń” Leonora Carrington

Po „Siódmego konia” Leonory Carrington sięgnęłam z pozycji miłośniczki jej obrazów – fantastycznych przestrzeni zapełnionych postaciami nie z tej ziemi, należących do innego, lirycznego, zaskakującego i nieco niepokojącego porządku. Wiedząc, jak jedna z najsłynniejszych surrealistek prezentowała swoje wizje w wersji wizualnej, zapragnęłam poznać, w jaki sposób tłumaczyła je na tekstualny język.

„Siódmy koń” to zbiór krótkich opowiadań, które istotnie przypominają obrazy swojej autorki. Czyta się je jak transkrypcje snów, każde z nich tworzy osobny świat, w którym nie obowiązują ziemskie reguły. Znany porządek zostaje odwrócony. Pierwotne siły zwyciężają nad cywilizacją, postaci zwierzęce – konie, nietoperze, koty, ptaki, wieprze – są antropomorfizowane, a postaci ludzkie animalizowane. Kolejne sceny, wydarzenia następują po sobie w sposób, którym rządzi tajemnicza, nieprzenikniona dla racjonalnego umysłu logika, ale który wywołuje emocjonalny rezonans.

Krótkie, lakoniczne zdania nie tłumaczą zbyt wiele – poddanie się immersji wymaga akceptacji toczących się w szybkim tempie wydarzeń takimi, jakimi są, w całej ich dziwności. Autorka nieustannie zaskakuje niespodziewanymi zwrotami akcji. Oniryczne dysonanse, na których opiera się fabuła, dezorientowały mnie, wzbudzały dreszcze, ekscytowały. Nieraz były także niesamowicie zabawne – czytając, wielokrotnie śmiałam się z groteskowości przedstawionych sytuacji.

Polecam „Siódmego konia” szczególnie osobom, do których „trafiają” obrazy Leonory Carrington, mającym ochotę oderwać się od szarej rzeczywistości – nawet na 15 minut – i doznać uczucia przemożnej dziwności.