Kiedy padało hasło „Zakopane i sztuka” automatyczne skojarzenie, które pojawiało się w mojej głowie, to artystyczna bohema przełomu XIX i XX wieku oraz wielkie nazwiska artystów. Dokładnie – artystów, bo chociaż wysilałam się mocno, na myśl przychodził mi tylko Witkacy, Przerwa-Tetmajer, Zamoyski, Żeromski, Kossak. A co z kobietami?
Na moje pytanie odpowiada książka Natalii Budzyńskiej „Zakopane artystek” – chronologicznie uporządkowany zbiór herstorii kobiet, które nie były tylko towarzyszkami czy obiektami westchnień lub plotek. Przyjeżdżały i zostawały, żyły i tworzyły lub pojawiały się na jakiś czas i zostawiały swój unikalny ślad w – zdawałoby się – niezmiennym, tatrzańskim krajobrazie.
Od początku Zakopane przyciągało nieustraszone prekursorki, które mimo trudnych warunków podróży, przez „tereny na wskroś dzikie, niedostępne, zarośnięte borami, niebezpieczne”, gdzieś w głąb wysokich gór parły naprzód w nieznane. Tak było zanim Zakopane stało się miejscem modnym wśród krakowskiej (i nie tylko) inteligencji, kurortem uzdrowiskowym, współcześnie zaś stolicą sportów zimowych. A stało się właśnie TYM miejscem dzięki ich obecności. Na równi z artystami budowały renomę Zakopanego – inicjowały życie towarzyskie, animowały je, tworzyły na miejscu lub z inspiracji Tatrami.
Podczas lektury czułam dreszczyk emocji – „Zakopane artystek” może być świetną inspiracją do własnych poszukiwań i pogłębiania historii, i tak właśnie chcę traktować tę książkę. W ostatniej części, Budzyńska pisze: „Chciałam, żeby wyszły na ulice Zakopanego” i myślę, że udało się ten efekt osiągnąć. Kiedy następnym razem będę myśleć o Zakopanem sprzed ponad stu, w mojej głowie pojawi się zaktualizowana lista (subiektywny wybór herstorii, które najbardziej zapadły mi w pamięć): Irena Solska, Rita Saccheto, Zofia Stryjeńska, Wanda Kossecka, Aniela Pawlikowska.
Magda Lewicka