Przepis na wyśmienite danie z Bliskiego Wschodu? Bierzemy steampunkowy świat 1914 roku, dorzucamy magię w postaci dżinnów, wlewamy do egipskiego, a to wszystko doprawiamy wytrawnie napisaną bohaterką.
„Władca dżinnów” zaczyna się jak klasyczna powieść detektywistyczna, najpierw pojawia się ciało (a nawet kilka), potem poznajemy Fatmę – agentkę Ministerstwa Alchemii , Uroków I Istot Nadprzyrodzonych, Naszą główną bohaterkę. Dalej w ramach śledztwa poznajemy ten wyimaginowany Kair, jego mieszkańców, jak potoczy się fabuła tego dowie się każde, które sięgnie po tę pozycję.
Historii takich jak ta napisano setki, jeśli nie tysiące, natomiast główna oś fabularna jest tylko pretekstem do podziwiania tego fenomenalnie wykreowanego świata. Pod koniec XIX wieku tajemniczy mag otworzył wrota do wymiaru dżinnów, stamtąd zasiedliły one Egipt, który dzięki współpracy z nimi był w stanie odzyskać niepodległość od Korony Brytyjskiej i stać się mocarstwem bazującym na magii i dżinijskich technologiach. Pomimo nagłego skoku rozwojowego kairskie uliczki wciąż pachną kurkumą, herbatą, miętą, są pełne kolorów, ciemnych zaułków, palącego słońca i dojmująco zimnych nocy.
No i Fatma, polubiłem ją od pierwszego akapitu, a z każdym kolejnym przypadała mi do gustu coraz bardziej – jest świetnie napisana. Jest postacią trójwymiarową, z całym wachlarzem dobrych i złych cech, czasem niezdarna, czasem nad wyraz zaradna, zadziorna, miła, grzeczna, bezczelna.
Jeśli szukacie czegoś fantastycznego, mającego posmak kuchni Lewantu, ze świetnie napisaną Bohaterką to nie znajdziecie nic lepszego niż „Władca dżinnów”.
Piotrek Chlebus-Grudzień