68. #herstoriawewtorek: Wanda – pierwsza krakowianka, którą znamy z imienia

Najsłynniejsza kobieta na polskim tronie? Jadwiga? Bona? Marysieńka Sobieska? A może po prostu ta, o której słyszymy już od kołyski? W końcu nikt nie mówił, że w tym plebiscycie nie mogą brać udziału postaci legendarne. Czas nieco odświeżyć historię tej, co Niemca nie chciała – przyjrzyjmy się zatem księżniczce Wandzie.

Wspólna wersja

Żeby porozmawiać o Wandzie, pasowałoby zacząć od przypomnienia legendy na jej temat. I tu zaczynają się schody, bo o ile wszystkie wersje startują z podobnego punktu, o tyle dalej narastają rozbieżności.

Zacznijmy od tego, co wszędzie się zgadza: Wanda miała być córką księcia Kraka, założyciela Krakowa. Tak, tego samego, któremu pod Wzgórzem Wawelskim zalągł się smok. Gdy tatuś odszedł z łez padołu, księżniczka przejęła po nim prawa i obowiązki rządzącego. I choć panowanie wychodziło jej bardzo dobrze, sielankę zakłóca nagłe pojawienie się głównego szwarccharakteru tej historii – niemieckiego księcia imieniem Rytygier.

Ten postawił Wandzie ultimatum – albo ślub, albo najazd na jej ziemie.

A Wanda… 

Rozbieżne zeznania

Cóż, i tu mamy pewną rozbieżność – w jednej wersji opowieści, tej najbardziej dziś popularnej, Wanda rzuciła się do rzeki, bo “Niemca nie chciała”, tym samym wybawiając się z konieczności niechcianego zamążpójścia. Co dalej z jej królestwem i poddanymi? Nie wiadomo, o tym ta wersja legendy nie wspomina.

W drugiej zaś Wanda stwierdziła, że nie będzie jej tu żaden Rytygier fikał, zebrała armię i spuściła księciu srogi łomot, zapewniając swojemu ludowi i państwu święty spokój. Ta wersja też kończy się jej samobójczą śmiercią – ale jako ofiary z samej siebie dla słowiańskich bóstw, dzięki którym odniosła zwycięstwo.

Ale to jeszcze nie wszystko, bo…

Wonder Wanda…

Zajrzyjmy do źródeł, czyli do Wincentego Kadłubka – bo to u niego po raz pierwszy pojawia się wzmianka o Wandzie. Możemy mocno się zdziwić, ponieważ w kronice przez niego spisanej nie ma ani słówka o samobójstwie. A nie, przepraszam – jest. Ale to Rytygier ginie, uprzednio dostawszy łupnia od armii swej przyszłej-niedoszłej żony. Żeby było ciekawiej, to nie umiera w bitwie, tylko sam odbiera sobie życie, najprawdopodobniej ze wstydu. A Wanda? A Wanda rządziła długo i szczęśliwie.

Skąd zatem ta zmiana i przeobrażenie jej z kobiety czynu w księżniczkę w opresji? 

…w nowej interpretacji

To już wina Kroniki Wielkopolskiej z XIII wieku, a raczej Jana Długosza, gdyż ten wersję z Kroniki ubarwił na swój sposób. Po co? Cóż, Długosz jak to na królewskiego kronikarza przystało dbał nie tylko o przekazanie historii, ale o właściwą jej interpretację. Właściwą, czyli po linii zgodnej z priorytetami władzy – a za czasów Długosza stosunki z naszym zachodnim sąsiadem były, delikatnie mówiąc, napięte.

Wanda, która nie chciała Niemca, miała być wzorem do naśladowania. Czy przy okazji była subtelnym przytykiem kronikarza do innej polskiej władczyni, która, wręcz przeciwnie, bardzo Niemca chciała i gotowa była dla niego uciec z Wawelu? Czy Długosz sugerował królowej Jadwidze, że powinna, wzorem poprzedniczki, odrzucić Niemca – Wilhelma Habsburga? Być może, ale tej tajemnicy kronikarz już nam nie zdradzi.

Kobiety na trony

Zostańmy jeszcze na chwilę przy propagandzie. Legendarna przodkini przydawała się i to bardzo, kiedy na tronie trzeba było osadzić kobietę. Istnienie Wandy traktowano całkiem serio przez całe średniowiecze i nowożytność. Skoro już raz powstał precedens, nic nie stało na przeszkodzie, żeby sytuacja nie mogła się powtórzyć. Tak zamykano usta tym, który kręcili nosami na kobietę na tronie.

Propagandowa rola Wandy była potrzebna nie tylko w przypadku Jadwigi (choć epizod z Wilhelmem troszkę się nie kleił z wizerunkiem spadkobierczyni Wandy), ale też Anny Jagiellonki. I w zasadzie przy każdej okazji, by królową upomnieć czy dać jej wskazówki życiowe.

Kobiety na trony c.d.

Porównywane do księżniczki z legend były więc nie tylko samodzielnie władające panie, ale też te, które wstępowały w związek małżeński z polskim królem. Do bycia jak Wanda nawoływano chociażby pierwszą żonę Zygmunta Augusta, Elżbietę Habsburżankę. O ironio, córkę cesarza niemieckiego.

Zresztą sam Zygmunt August oberwał wandopropagandą kilkukrotnie, w tym po śmierci Barbary Radziwiłłówny – w końcu Wanda zmarła bezpotomnie, a to doprowadziło do bezhołowia i bajzlu w państwie. Więc żeń się, królu, żeń…

Wandomania

O ile początki legendy o Wandzie giną we wczesnym średniowieczu, o tyle prawdziwy szał na tę postać rozpoczął się w czasach renesansu. Legenda odżyła, prawdopodobnie dzięki Długoszowi, a jak każde poczytne dzieło kultury, zawładnęła też… popkulturą.

Dziś śmiało moglibyśmy powiedzieć, że do opowieści o córce Kraka w odrodzeniu zaczęły powstawać po prostu fanfiki. Pisali o niej i ci mniej znani, i ci naprawdę sławni – jak chociażby Jan Kochanowski, który popełnił na jej temat kilka utworów (w tym całą biografię), a w kilku kolejnych umieścił aluzję do tej postaci.

Wandomania c.d.

Myślicie, że moda na Wandę zatrzymała się wewnątrz Rzeczpospolitej Obojga Narodów? Ależ skąd! Popularność tej opowieści rozeszła się dużo dalej – w XVI wieku powstała nawet niemiecka wersja legendy. Wanda owszem, ginie ze swojej ręki, ale to dlatego, że Rytygier był jej ukochanym, a jego śmierć tak nią wstrząsnęła, że księżniczka nie mogła żyć dalej sama. Pachnie Szekspirem? To słuszny trop, bo William Szekspir prawdopodobnie znał tę legendę! Według niektórych literaturoznawców z niej zaczerpnął inspirację do postaci Ofelii. W końcu Ofelia też popełnia samobójstwo w nurcie rzeki, i jest córką Poloniusza. Poloniusza! Przypadek? Nie sądzę…

Na tym nie koniec, bo historia Wandy rozpalała wyobraźnię też później – zwłaszcza romantyzm upodobał sobie tę pełną dramatyzmu opowieść. W końcu miłość, ojczyzna i śmierć to to, co ta epoka kochała najbardziej.

Mogiła i Mogiła

A jeśli już jesteśmy przy śmieci, czas wyruszyć poza Wawel. We wszystkich legendach, jakkolwiek by się one między sobą różniły, koniec jest w miarę podobny – Wanda umiera, rzuciwszy się do Wisły. Co się stało z jej ciałem? Odnaleziono je kilka kilometrów od Wzgórza Wawelskiego, wyrzucone przez rzekę. A tam, zgodnie ze słowiańskim zwyczajem, usypano księżniczce kopiec, podobny do tego, w jakim spoczął jej ojciec. Osadę, znajdującą się obok, od tej chwili zaczęto nazywać Mogiłą.

Mogiła i Mogiła c.d.

Zatrzymajmy się chwilę przy kopcu Wandy. Prawdopodobnie, tak samo jak kopiec Kraka, jest on znacznie starszy niż legenda o księżniczce. I choć nie udało się przebadać jego wnętrza, to archeolodzy są zdania, że może pochodzić jeszcze z czasów celtyckich. Czy ktoś w nim spoczywa? Nie wiemy.

Co ciekawe, stojąc na kopcu Wandy w odpowiednie dni w roku (4 listopada i 6 lutego), można zobaczyć słońce zachodzące idealnie nad kopcem Kraka. Analogicznie, z kopca Kraka można obserwować wschód słońca nad kopcem Wandy (1 maja i 10 sierpnia). Być może więc kopce były częścią celtyckiego kalendarza solarnego.

Pierwsza nowohucianka

Wieś Mogiła i leżący na jej terenie kopiec są już dziś częścią Krakowa, a w zasadzie – Nowej Huty. Samej Wandy w Hucie jest całe mnóstwo – mamy tu osiedle jej imienia (pierwsze, jakie powstało!), dom handlowy, most, stadion i klub sportowy. Pierwszą łopatę pod budowę nowego, wspaniałego miasta wbito w ziemię 23 czerwca 1949 roku – sprawdźcie w kalendarzu, czyje to imieniny.

Skąd takie zamiłowanie do legendarnej postaci we wzorcowym mieście socjalizmu? I to w dodatku do osoby z książęczego rodu (a wiemy, że monarchia w tamtym czasie nie była darzona zbytnią sympatią)?

Pierwsza nowohucianka c.d.

Cóż, tu na scenę znów wkracza propaganda – w PRLu, a zwłaszcza w jego pierwszych latach, silne postaci kobiece były cenione przez propagandę: w końcu każda para rąk przydawała się do pracy, odbudowy kraju ze zniszczeń wojennych i budowania nowego, wspaniałego świata.

Najważniejsze, że zgodnie z najpopularniejszą wersją legendy, Wanda poświęciła swoje życie, bo nie chciała Niemca. Tuż po drugiej wojnie światowej, gdy napięcie pomiędzy Polską a naszym zachodnim sąsiadem wciąż było olbrzymie, a wybuchu kolejnej wojny spodziewano się w każdej chwili, postać jawnie przeciwna Niemcom bardzo się władzy przydawała.

Wanda i banda (niedomówień)

Jaki z tej historii można wyciągnąć wniosek? Przede wszystkim taki, że gdyby Wanda była zwierzątkiem, zdecydowanie byłaby kameleonem – jej postać prezentowano na różne sposoby w zależności od potrzeb ówczesnej władzy.

Bardzo to było wygodne dla wszystkich opcji politycznych w różnych okresach naszych dziejów. Raz z księżniczki można było stworzyć postać damy w opresji, raz opcji antyniemieckiej, a czasem kobiety, która bierze sprawy we własne ręce. Jak było naprawdę? Tego nie wie nikt, ale warto pamiętać, że nawet u Wincentego Kadłubka Wanda nie była bezwolną „królewną z wieży”, a kobietą, która potrafiła sobie poradzić z zagrożeniem.

Która z twarzy Wandy jest Wam najbliższa?

(Paulina Rutkowska, Przewodnik Histeryczny)