Co dzieliło mieszczan, co łączyło mieszczanki

Choć dom z tradycjami mieszczańskimi bardzo różnił się od domu artystów, warto zauważyć, że łączyły je te same wymagania stawiane kobietom. Widać to na przykładzie rodzin Wojciecha Kossaka oraz Tadeusza Starzewskiego. Podobno potrzebujemy kogoś, od kogo moglibyśmy się różnić, aby w ten sposób dookreślić własną tożsamość. Czy to dlatego mieszczanie powtarzali stereotypy o artystach, a artyści – o mieszczanach?

Magdalena z Kossaków i Jan Starzewski poznali się w Zakopanem, później spotykali się w Krakowie. Bywało romantycznie, ale podobno nikt poważnie o ślubie nie myślał. Podobno, bo relacje były spisywane głównie po latach. Różnice dawały się odczuć i podobno (znów: z perspektywy czasu sprawy mogą wyglądać inaczej) dodawały dramaturgii, tworzyły klimat zakazanej miłości prawie jak z Szekspira. Rzeczywistość była bardziej prozaiczna: Jan Starzewski herbu Ostoja pochodził ze starej krakowskiej rodziny, był legionistą Piłsudskiego, kształcił się na prawnika jak jego ojciec, zapowiadał się dobrze czyli – sugerował stabilność, bezpieczeństwo, może karierę rządową w odradzającym się państwie…? Jednocześnie wolał impresjonistów od twórczości potencjalnego teścia. Jego ojciec, Tadeusz, współtworzył środowisko krakowskich konserwatystów i był wydawcą ich agendy, popularnego dziennika „Czas”. (Dziennikarz tej gazety i przyrodni brat Tadeusza, Rudolf Starzewski, był inspiracją do postaci Dziennikarza w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego oraz autorem entuzjastycznej i przenikliwej recenzji-analizy tej sztuki opublikowanej w „Czasie”). Tadeusz był zamożny, ustosunkowany i wpływowy gdy jego syn poznał Magdalenę: gromadził fundusze na funkcjonowanie Legionów Piłsudskiego i wspierał je finansowo. Nikt nie pamiętał, że na początku kariery prawniczej doświadczył kilkuletniego bezrobocia, że pracę zaczynał w małym, galicyjskim miasteczku (Wadowice w ostatnich latach XIX wieku nie odznaczały się niczym szczególnym). Magdalena opisywała później mieszkanie teściów przy Sławkowskiej, w którym okna otwierano rzadko lub wcale, oraz zatęchłą atmosferę niekoniecznie wynikającą jedynie z tychże zamkniętych okien. Do zaręczyn doprowadził może przypadek, może zrządzenie losu – Magdalena przestraszona chorobą Jana odwiedziła go w domu, a że wtedy nie wypadało panience składać takich wizyt, jego rodzina uznała, że związek jest poważny i Tadeusz Starzewski poszedł do Wojciecha Kossaka oświadczyć się w imieniu syna. Wojciech nie odmówił, ale rodzina podobno nie szczędziła Magdalenie złośliwości. Zarzucano młodemu człowiekowi głównie konotacje rodzinne, (bo w „Czasie” o Kossaku pisano niezbyt dobrze), oraz nie taką prezencję i brak umiejętności jazdy konnej. Później wyśmiewano jego oszczędność kojarzoną z mieszczańską skrzętnością. Starzewscy też zapewne mieli opory wynikające z klasowych antagonizmów, choć ich relacji nie znamy. W pewnym sensie obie rodziny miały rację, ale co z tego? Małżeństwo rzeczywiście okazało się nietrwałe, Jan został dyplomatą i politykiem emigracyjnego rządu, Magdalena żyła z pisania. Warto zauważyć, że w sporze rodzice nie wykorzystali tego, co ich łączyło – czyli stosunku do kobiet.

„Nie należy robić z kochanki żony, a z żony – kochanki” mawiał podobno Tadeusz Starzewski, znów podobno, bo znamy to z relacji Magdaleny spisywanej po latach. Z kolei Wojciech Kossak miał kochanki. Zachowała się nawet opowieść o tym, że na obiedzie w ich domu pojawiła się wśród innych gości jego córka z nieprawego łoża. Żona – Maria Kossak, mamidło – rozpoznała w obcej dziewczynie rysy Wojciecha. Co wtedy czuła? Nie wiemy. Jak się zachowała? Bez zarzutu. Czyli tak, jak od niej oczekiwano.

Pamiętajmy, że kobiety które wychodziły za mąż w IV ćwierci XIX wieku nadal funkcjonowały w rygorach zakreślonych przez Kodeks Napoleona, według którego kobieta mogła otrzymać rozwód dopiero, gdy mąż utrzymywał kochankę w ich wspólnym domu. Pamiętajmy też, że znaczna część krakowskiej inteligencji końca wieku miała pochodzenie ziemiańskie, dlatego lepiej przyglądać się jednostkom niż tworzyć sztuczne uogólnienia całych klas, warstw, a nawet rodzin. Żona Wojciecha i żona Tadeusza miały podobną sytuację pod względem prawnym i obyczajowym, czyli stawiano im podobne wymagania. Córki Marii i Wojciecha, wychowane w większej otwartości, żyły już inaczej.

Choć niewiele wiem o Helenie z Hajdukiewiczów Starzewskiej, teściowej Magdaleny Samozwaniec, wiem, gdzie szukać o niej wzmianek: w pamiętnikach z epoki. Wiele uległo przypadkowym zniszczeniom, wiele zostało celowo zniszczonych przez chroniących prywatność autorów. Niektóre potomkowie przechowali na tyle długo, że nikt z krewnych nie umiał odczytać charakteru pisma, skrótów ani przebrnąć przez treść czasem trywialną i codzienną. Część zapisków nadal jest w archiwach rodzinnych trzymanych jako pamiątki, coraz więcej jest wydanych albo dostępnych dla badaczy w opracowaniach lub rękopisach. To ważne, bo odkrycia nie da się zaplanować i dopiero poznawszy ileś treści można pokusić się o tworzenie mapy powiązań i kontaktów, oddzielić konwenans od prawdy, powiązać zdarzenia z życia tak zwanego „towarzystwa” w ciągi przyczynowo-skutkowe. Wartość tych pamiętników wróci w kolejnych herstoriach we wtorek, być może razem z analizą stereotypów o mieszczaństwie.

Czy kobietom łatwiej porozumieć się ponad klasami społecznymi? Bynajmniej; ze współczesnych badań wynika, że wewnątrz każdej grupy poddawanej dowolnej opresji narastają antagonizmy. Pamiętajmy też, że mieszczanki nawzajem nie czytały swoich pamiętników, a normy zachowania nie pozwalały na otwartość. Dziś wiemy, że “widoczność daje siłę”: czyli czujesz swoją siłę gdy wiesz, że nie jesteś ani jedyna, ani pierwsza; gdy widzisz swoją grupę i gdy grupa dostrzega Ciebie. Warto mówić o realiach, które łączyły nasze prababki mieszkające w Krakowie, nieważne z której klasy społecznej pochodziły. Dopiero znając ich perspektywę możemy kontestować, podważać, dyskutować. Dystans czasowy pozwala nam na spojrzenie bez oceny, na nazywanie faktów. Wiedząc, jak żyły, możemy siebie określić siebie przez podobieństwo do nich – i przez różnice. (ZO-Z)


(Na ilustracji nieznana kobieta na fotografii wykonanej w latach 70. XIX wieku przez Ignacego Kriegera, zdjęcie ze zbiorów Muzeum Krakowa. Na podstawie stroju i kontaktu możemy określić jej status społeczny – i tylko tyle. Może to prababka którejś z nas.)