Madeleine Albright in memoriam

Kilka dni temu, 23 marca 2022 roku, zmarła Madeleine Albright, pierwsza kobieta w historii, która zajmowała stanowisko sekretarza stanu Stanów Zjednoczonych, poliglotka, naukowczyni i amatorka kulturystyki (jeszcze w 2006 roku potrafiła nogami wycisnąć ponad 180 kilogramów!). Poza tym uchodźczyni, przyjaciółka Europy Środkowej i Wschodniej, jedna z niewielu kobiet swojego pokolenia, której patriarchalny świat nie zdołał odebrać głosu. Postać, która nie pozwoliła się sprowadzić do roli przypisu w historii mężczyzny — ani ojca, znanego dyplomaty i polityka, ani męża, za którym przez lata podążała, rodząc kolejne dzieci, ani żadnego z jej słynnych współpracowników.

Uchodźcy po raz pierwszy

Albright urodziła się tuż przed drugą wojną światową, w 1937 roku, jako Marie Jana Korbelová. Jej rodzice byli czechosłowackimi Żydami, zwolennikami Tomáša Garrigue Masaryka i Edvarda Beneša. Przez powiązania z tym drugim, po rozpoczęciu okupacji niemieckiej rodzina Korbelów została uchodźcami po raz pierwszy. W 1939 roku przeprowadzili się do Anglii, a w 1941 przeszli na katolicyzm. Albright o żydowskich korzeniach rodziców dowie się dopiero wiele lat później, niedługo przed 60 urodzinami. Kiedy życie kilkunastu jej krewnych pochłaniał Holokaust, mała Marie i jej rodzina ratowali się przed nalotami bombowymi pod wielkim metalowym stołem, który służył im za schron.

Uchodźcy po raz drugi

Po zakończeniu wojny Korbelowie wrócili do kraju, ale nie na długo. Josefa, ojca Marie, mianowano attaché prasowym przy ambasadzie w Jugosławii, a mała Marie wyjechała do szkoły z internatem w szwajcarskim Chexbres – to tu nauczyła się francuskiego, zmieniła też imię. Do rodziny wróciła już jako Madeleine. W 1948, kiedy komuniści przejęli kontrolę nad czechosłowackim rządem, Korbelowie rozpoczęli kolejną wędrówkę. 11 listopada Madeleine razem z matką i rodzeństwem wysiadła z SS America na Ellis Island w Nowym Jorku. Tym samym Korbelowie znów zostali uchodźcami politycznymi.

Nauka “przy okazji”

Madeleine skończyła politologię na Wellesley College w Massachusetts, a na stażu w „The Denver Post” poznała Josepha Albrighta, swojego przyszłego męża. Kiedy Joseph zmieniał pracę, Madeleine i ich kolejne dzieci jechały za nim. Dla Madeleine były to lata kolejnych kierunków studiów, kursów językowych, kolejnych napisanych prac. Poza angielskim, francuskim i czeskim Albright nauczyła się też rosyjskiego, polskiego, niemieckiego i serbsko-chorwackiego. Uczyła się niejako przy okazji – karierę przecież robił jej mąż. Rosyjski zaczęła na zajęciach w sąsiedztwie szpitala, w którym opiekowała się przedwcześnie urodzonymi bliźniaczkami, Anne i Alice. Jak sama mówiła, po prostu szukała czegoś, czym mogłaby zająć głowę.

Rada rodziców i projekt badawczy

Jej kariera w polityce zaczęła się od organizacji funduszy na rzecz szkoły, do której chodziły jej córki. Wkrótce została poproszona o zorganizowanie imprezy połączonej ze zbiórką dla kampanii Eda Muskiego, kandydata na prezydenta w wyborach w 1972 roku. Odtąd posypały się kolejne propozycje. Albright na przemian zajmowała się polityką i prowadziła badania naukowe. Jej pierwszy projekt badawczy dotyczył polskiej „Solidarności”, wywiady do niego prowadziła w Krakowie, Warszawie i Gdańsku.

ONZ i Operacja “Orient Express”

W lutym 1993 roku została ambasadorką Stanów Zjednoczonych w ONZ. To tutaj zdolności strategiczne i polityczne przyniosły Albright pierwsze wielkie zwycięstwo. Od początku pracy w ONZ Albright była krytyczna wobec ówczesnego sekretarza generalnego. Twierdziła, że Boutros Boutros-Ghali zaniedbuje sprawę ludobójstwa w Rwandzie, że jest „oderwany” i stoi na drodze powstrzymania dalszej przemocy. Jednak Boutros-Ghali pełnił stanowisko dopiero pierwszy raz, a zwyczajem organizacji było zapewnianie co najmniej dwóch kadencji każdego sekretarza generalnego. Kiedy w 1996 roku miały się odbyć kolejne wybory, Boutros-Ghali nie miał kontrkandydatów. Albright zawarła pakt z trójką swoich kolegów, Richardem Clarkem, Michaelem Sheehanem i Jamesem Rubinem. Postanowili, że nie dopuszczą do reelekcji Boutrosa-Ghaliego. Pakt nazwali „Operacja Orient Express”, od pociągu z powieści Agathy Christie, w której pasażerowie grupowo popełniają zbrodnię – Albright i spółka mieli nadzieję, że inne kraje ONZ dołączą do ich „zamachu” i wspólnie pozbędą się Boutrosa-Ghaliego ze stanowiska sekretarza generalnego. Ówczesny prezydent Bill Clinton ostrzegł ich, że plan nie ma żadnych szans powodzenia. 

I udało się. Chociaż Stany Zjednoczone były jedynym krajem, który zawetował wybór Boutrosa-Ghaliego, po wielu pełnych napięcia spotkaniach i okresie wzmożonej presji międzynarodowej na USA, na sekretarza generalnego ONZ wybrano Kofiego Annana. Albright wyeliminowała problem, który jej zdaniem stał na drodze postępu, tym samym dokonując niemożliwego. Boutros Boutros-Ghali został jednym sekretarzem generalnym w historii ONZ, któremu przypadła tylko jedna kadencja.

„Ktokolwiek, byle nie Albright”

Po tak nieprawdopodobnym sukcesie droga do pozycji sekretarza stanu była już przygotowana. Chociaż część administracji Billa Clintona chciała, żeby kolejnym sekretarzem został „ktokolwiek, byle nie Albright”, 23 stycznia 1997 roku to właśnie ona została pierwszą w historii kobietą na tym stanowisku – najwyższym stanowisku państwowym, jakie Stany Zjednoczone dotąd powierzyły kobiecie.

“Popełniaj błędy i naprawiaj je”

Albright zmieniła kształt polityki amerykańskiej wobec Bośni i Hercegowiny i Bliskiego Wschodu, a w Prisztinie, w Kosowie, ulice i place noszą jej imię. Bojkotowała przejęcie władzy przez niedemokratyczną Radę Legislacyjną w Hong Kongu w 1997 roku, wprowadziła „zasadę trzech D” w działaniu NATO, która do dziś wyznacza kierunek jego rozwoju. Albright popełniała błędy i przepraszała za nie – wielokrotnie zdarzało jej się powiedzieć coś, z czego później musiała się tłumaczyć. 

Wiadomość w broszce

Nie dawała za wygraną i nie wybaczała. Jak wspominał Barack Obama, wręczając jej Prezydencki Medal Wolności, po tym jak Saddam Hussein nazwał ją wężem, Albright przypięła sobie do żakietu broszkę węża na kolejną wizytę w Bagdadzie. Kiedy Slobodan Milošević nazwał ją kozą – przypięła do żakietu kozę i wyszła mu na spotkanie. W 2012 roku, zapytana o to, jak długo będzie winiła administrację George’a Busha za problemy w kraju, powiedziała: „Już zawsze”.

Czesi są z niej dumni

Pierwszy prezydent Czech, Václav Havel, widział w Albright swoją następczynię. Wprost mówił o tym, że jeśli chciałaby zostać prezydentką Czech, udzieli jej pełnego poparcia. Albright jednak nie wróciła do Europy. Jej polityczna emerytura obejmowała między innymi stanowisko dyrektorki w radzie Nowojorskiej Giełdy Papierów Wartościowych, wsparcie dla kandydatów w kolejnych wyborach prezydenckich i wystąpienia publiczne.

“Bycie matką to dopiero początek”

Kim jest dla nas Madeleine Albright? Kobietą, która przypomina nam, że bycie matką to często początek, a nie koniec życiowej drogi. Przewodniczką w popełnianiu błędów i przyznawaniu się do nich – „To były kompletne głupoty”, mówiła o swoich własnych wypowiedziach jeszcze w 2020 roku. Badaczką, która poświęcając czas mniej popularnym tematom zbudowała na swojej wiedzy lepszą przyszłość dla świata. No i też bezkompromisową sojuszniczką kobiet. Jak lubiła przecież mówić: „W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które się nawzajem nie wspierają.” (Aleksandra Samonek)