Tove Ditlevsen – zwyczajna kobieta i wyjątkowa pisarka

Duńska poetka i prozaiczka Tove Ditlevsen opisała swoje trudne życie bez lukru i słodzenia, dzięki czemu jej utwory są nie tylko ponadczasowe, ale i bliskie współczesnym doświadczeniom kobiet. Gdy uzależnienie wyparło na wiele lat jej uczucia do rodziny, samoświadomość, a nawet niepowstrzymaną pasję pisania – wtedy Tove zbudowała się na nowo.

Tove z „mrocznego Bullerbyn”

Tove urodziła się w 1917 roku w Kopenhadze, w rodzinie robotniczej, w której ojciec pasjonował się socjalizmem, a matka była osobą daleką i niezbyt wylewną. Dorastanie w ubogiej dzielnicy industrialnej, a następnie proces powolnego awansowania po drabinie społecznej ukształtował dziewczynę. Tove pisała od najmłodszych lat, było to dla niej źródło ukojenia i główny priorytet życiowy. Zadebiutowała w 1937 roku publikując na łamach magazynu literackiego wiersz, o matce mówiącej do martwego dziecka. Opis dzieciństwa i młodości, który możemy znaleźć w jej utworach („Ulica dzieciństwa”, „Trylogia kopenhaska”), jest cierpko-gorzki, jej przeżycia i przygody, są tłem dla ukazania pejzażu społecznego tamtych lat.

Poszukując swojego miejsca

W swojej twórczości pisarka przemycała wątki autobiograficzne oraz feministyczne. Opisywała potrzebę posiadania własnego miejsca zarówno jako czterech ścian do pisania, jak i ustalenia swojej pozycji w społeczeństwie. Pisarka wychodziła za mąż cztery razy, próbując stworzyć dla siebie rodzinę. Jej pierwszy mąż, Viggo F. Møller, był redaktorem czasopisma, znacznie starszym od młodziutkiej artystki. Ich małżeństwo nie należało do udanych i rozpadło się dwa lata później. W kolejnym związku Tove doczekała się córki. W przejmujący sposób opisała ona jak zmieniła się dynamika jej relacji z mężem po narodzinach dziecka. Pisarka bez ogródek pisała zarówno o tym, że praktycznie całkowicie straciła pociąg do partnera po porodzie, ale też wspominała o swoim przebłysku uczucia do jednej z koleżanek.

W potrzasku

W „Trylogii kopenhaskiej” Tove dokładnie opisała swoje doświadczenie aborcji. Niestety realia, w których pisarka szukała pomocy, były podobne do tych, z którymi mierzą się nadal kobiety na całym świecie, w tym w Polsce. Aborcja w Danii była penalizowana i pomimo przemożnej potrzeby zakończenia ciąży, Tove nie mogła znaleźć skutecznej i bezpiecznej pomocy. Dwukrotny zabieg aborcji, któremu się poddała, raz omal pozbawił ją życia, a za drugim razem nieodwracalnie zmienił koleje jej losu. Czytając opisy jej przeżyć, trudno nie szukać wspólnych doświadczeń: utrudnionego dostępu do antykoncepcji, zakazanej aborcji, opryskliwych lekarzy i niebezpiecznych, wykonywanych pokątnie zabiegów. To właśnie podczas drugiej aborcji rozpoczęło się uzależnienie Tove od leków.

Uzależnienie i przemocowe małżeństwo

Carl Theodor Ryberg – trzeci mąż Tove, z wykształcenia lekarz, po raz pierwszy podał jej silne leki przeciwbólowe właśnie podczas nielegalnego zabiegu aborcji. Szybko okazało się, że Tove jest niezwykle podatna na uzależnienie. Carl, typ naprawdę parszywy, bez skrupułów wykorzystał jej słabość – pozwalała mu ona na całkowite przejęcie kontroli nad żoną. Ich związek był pełen przemocy (w tym seksualnej), kontroli, wykorzystywania przez dalsze uzależnianie Tove od różnych leków, do których jej mąż miał łatwy dostęp jako medyk. Przez pięć lat autorka była silnie uzależniona od opiatów, jej choroba postępowała do tego stopnia, że stanowiła zagrożenie dla życia. Tove opisuje w „Trylogii kopenhaskiej”, nie tylko skutki zażywania narkotyków, ale też niezwykłą siłę uzależnienia, które spowodowało, że nie tylko całkowicie porzuciła rodzinę, dzieci, przyjaciół, ale również pisanie i swoje ambicje literackie.

Proza Tove to opowieść o kobiecości ponad czasem

Bezkompromisowa szczerość i zimna prawda – Ditlevsen nie ubarwia świata, który przedstawia w swoich książkach. Pisarka opisuje swoje nawroty uzależnienia, niewierność, potknięcia i upadki; w zasadzie poświęca im więcej miejsca niż krótkim momentom szczęścia. Sposób, w jaki przedstawia, jak trudno wyrwać się z biedy, jak ciężko jest pracować ponad siły w znienawidzonym biurze, albo że nauczyła się wybierać spokój ponad walkę o sprawy polityczne, powoduje, że jej historia staje się czytelniczce niezwykle bliska. Tove w otwarty sposób pisała o ideach feministycznych, równouprawnieniu kobiet, przemocy seksualnej, wzywała do odrzucenia tradycyjnych ról społecznych. Pisarka zeszła z piedestału niedostępnej, wyidealizowanej artystki i pokazała się od bardzo wrażliwej, delikatnej strony. W zasadzie, gdyby nie pewne szczegóły historyczne (np. najemczyni mieszkania, która była gorliwą nazistką z portretem Adolfa H. na ścianie), mogłabym się spodziewać, że kiedyś spotkam Tove na ulicach Kopenhagi.

(Daga Derda, matka założycielka @jej.sztukakobiet)

#herstoriawewtorek #dziejesięherstoria